Witaj

Nowe opowiadanie
sobota 12 luty 2011 - 01:14:25
Napisałem i dodałem kolejne opowiadanie - "Oskarżony".
[ luke :: Komentarze: 0 ]
Mój podmiot liryczny
poniedziałek 17 styczeń 2011 - 01:38:19
Czy ktoś w ogóle to czyta? Te niusy?
Dodałem wierszyki. Można poczytać. Można olać.
Idę zrobić herbatę. I gaz zakręcić, bo nieszczelna [brakuje słowa] jest [aha, już wiem - instalacja]. Może eksplodować.
Czy ktoś w ogóle to czyta?
Dodałem wierszyki. Można poczytać. Można olać.
Idę zrobić herbatę. I gaz zakręcić, bo nieszczelna [brakuje słowa] jest [aha, już wiem - instalacja]. Może eksplodować.
Czy ktoś w ogóle to czyta?
[ luke :: Komentarze: 1 ]
Czas naprawdę nie istnieje
środa 12 styczeń 2011 - 20:58:48
W waszych kategoriach pojmowania minął rok od czasu mojego ostatniego wpisu.
Ta cisza była wyrazem, protestem właściwie, przeciwko katastrofie, którą - jak widać - przeczuwałem. Ale o katastrofie za chwilę.
Najpierw chciałbym jednak wspomnieć, iż znalazłem potwierdzenie - nie, "potwierdzenie" to może być złe słowo - otóż znalazłem w "Dzienniku" Sławomira Mrożka fragment, w którym zgadza się on ze mną, tzn. mamy takie samo podejście do tematu czasu. Oto fragment:
"Czas jest nieruchomością. Przebieg czasu jest złudzeniem, dostarczanym przez pamięć i przewidywanie. Tak zwana chwila nie jest najmniejszą jednostką czasu, ponieważ nie ma najmniejszej jednostki czasu, jest nic i czas nie istnieje."
Katastrofa smoleńska, a właściwie raport czegoś tam [MAK] na jej temat.
Powiem krótko. Jestem przeciwnikiem PO, byłem kiedyś [niestety] za PiS. Ale po reakcji Dżaro widać bardzo jasno, że ta partia to grupa jakichś paranoików. Koniecznie muszą widzieć tam winę Ruskiego, nawet jeśli nie zawinił. A losy tego lotu zależały , wg mnie, wyłącznie od decyzji podjętych na pokładzie. Tzn. decyzje te podjął Kaczyński. "Nie wylądujemy w Moskwie, bo nas Putin ześle na Sybir. Nie polecimy do Mińska, bo Łukaszenko nas złapie i będzie trzymał, dopóki rząd RP nie odszczeka wszystkiego, co poleciało w stronę jego władzy z naszej strony."
Bu!, tyle w temacie.
Ta cisza była wyrazem, protestem właściwie, przeciwko katastrofie, którą - jak widać - przeczuwałem. Ale o katastrofie za chwilę.
Najpierw chciałbym jednak wspomnieć, iż znalazłem potwierdzenie - nie, "potwierdzenie" to może być złe słowo - otóż znalazłem w "Dzienniku" Sławomira Mrożka fragment, w którym zgadza się on ze mną, tzn. mamy takie samo podejście do tematu czasu. Oto fragment:
"Czas jest nieruchomością. Przebieg czasu jest złudzeniem, dostarczanym przez pamięć i przewidywanie. Tak zwana chwila nie jest najmniejszą jednostką czasu, ponieważ nie ma najmniejszej jednostki czasu, jest nic i czas nie istnieje."
Katastrofa smoleńska, a właściwie raport czegoś tam [MAK] na jej temat.
Powiem krótko. Jestem przeciwnikiem PO, byłem kiedyś [niestety] za PiS. Ale po reakcji Dżaro widać bardzo jasno, że ta partia to grupa jakichś paranoików. Koniecznie muszą widzieć tam winę Ruskiego, nawet jeśli nie zawinił. A losy tego lotu zależały , wg mnie, wyłącznie od decyzji podjętych na pokładzie. Tzn. decyzje te podjął Kaczyński. "Nie wylądujemy w Moskwie, bo nas Putin ześle na Sybir. Nie polecimy do Mińska, bo Łukaszenko nas złapie i będzie trzymał, dopóki rząd RP nie odszczeka wszystkiego, co poleciało w stronę jego władzy z naszej strony."
Bu!, tyle w temacie.
[ luke :: Komentarze: 0 ]
Nowy rok
niedziela 03 styczeń 2010 - 00:02:21
Nowy rok to tylko zmiana daty! Nie dajcie się zwieść, czas nie istnieje.
A tu tekst, który pisałem wczoraj, ale zapewne go nie skończę, bo nie mam na niego pomysłu, nie chce mi się i po prostu mi się on nie podoba:
Brakuje jednej kartki konstytucji. Bardzo ważnej, o ile nie najważniejszej – z przerażeniem spostrzegł T.
Był to niewielkiego wzrostu mężczyzna o jajowatej głowie z łysym czubkiem. Łeb jednak okalały gęste ciemnorude włosy.
Gdzie ja mogłem ją posiać? Kurwa!
T. biegał po mieszkaniu jak opętany. Wszędzie szukał zguby, lecz jego starania nie dawały pozytywnych efektów. Po godzinie spoczął na krześle przy oknie. Łokcie położył na stole. Łapiąc się za głowę patrzył w kwiat na stole.
Zatłuką mnie jak psa. Zgubić najważniejszy dokument w państwie! Ciekawe, jaką śmierć mi przygotują. Wrzucą do kotła z wrzątkiem? Zamknął w celi ze szczurami? Rozetną brzuch i poleją wnętrzności rozgrzanym żelazem?
Mężczyzna wstał, założył płaszcz i kapelusz, po czym wyszedł z mieszkania. Na klatce spotkał panią Leokadię Imbryczek, starszą, korpulentną przodowniczkę pracy.
A dobry panu! Co, spieszymy się, tak? Do robótki? No rzecz święta. A właśnie, pojutrze święta. Masz już pan dla mnie jaki prezent?
Nie, a niby dlaczego miałbym mieć?
Oj nie ładnie!
T. oddalał się bardzo szybko, ale starucha nie miała ochoty kończyć rozmowy.
A w ogóle, to jak cię wychowano, pan, a?! Ja mu życzyła dobrego dnia, a on nic!
Spieprzaj!
Padał śnieg, auta ślizgały się po jezdni, ludzie przewracali na chodniku. T. sam się wywalił na oblodzonej nawierzchni. Prawa ręka zaczęła silnie boleć, nie dał rady wstać, ale ktoś mu pomógł.
Witaj, T.! Trzeba uważać w dzisiejsze dni, ślisko.
Zdążyłem zauważyć, Bernardzie. Dzięki za pomoc.
Zaczekaj. Przecież mogę cię podwieźć do Urzędu. Jadę w tym kierunku.
Dzisiaj wolę się tam nie spieszyć.
Nie spieszyć? W tym pędzie się przewróciłeś!
Pomogłeś mi, a ja ci podziękowałem, a teraz won!
Bernard wzruszył tylko ramionami, po czym się oddalił do samochodu. T. szedł teraz powoli, rozmyślając, gdzie mógł zgubić kartkę z tekstem konstytucji. Nie mógł sobie przypomnieć. Była już prawie ósma, mężczyzna na pewno spóźni się do pracy. Przełożeni nie będą zachwyceni.
Wędrował tak jakiś czas, w końcu stwierdził, że to bez sensu. Wsiadł do autobusu, który miał go zabrać do Urzędu. Było tłoczno, toteż musiał stać. W bolącej ręce trzymał walizkę, drugą złapał za poręcz. Obok niego siedziała śmierdząca cyganka.
Daj pan dwajścia groszów, a ci powróży. Pokaży przyszłość!
Goń się!
Oj nie ładnie, nie ładnie się pan zachowujesz. A ja na cię rzucam klątwę i będziesz smutny od dzisiaj!
Zamknij paszczę, bo wali! Zresztą, za dużo dialogów się już robi.
Za chwilę T. opuścił bus i skierował swe kroki ku Urzędowi.
W budynku odpadał tynk, płytki podłogowe rozpadały się pod każdym stąpnięciem. Ściany barwy bladożółtej przyprawiały o mdłości. Mężczyzna po ciuchu wszedł do swojego biura. Panował tutaj niebiański porządek. Wszystko miało swe miejsce, zresztą w mieszkaniu T. było identycznie. Jak więc w tych warunkach mogło się cokolwiek zgubić? Ten fakt dodatkowo irytował urzędnika. Rzucił walizkę na biurko, za którym usiadł. Do pokoju wtargnął jakiś grubas w granatowym garniturze z wielkimi wąsiskami. Rozejrzał się po pomieszczeniu, uśmiechnął serdecznie i rzekł
Chyba się trochę spóźniłeś. Nie szkodzi. I tak miałem ci przydzielić dzisiaj tylko jedno zadanie. Szczególne zadanie. Do tego nie potrzebne było, żebyś przybył na czas. Jak wiesz, drogi T., w Wigilię prezydent ma uroczyście ogłosić przyjęcie nowej konstytucji. Ba! Ma nawet ją odczytać. Wszystkie stacje telewizyjne i radiowe będą transmitować to wydarzenie. Musi jednak wcześniej się zapoznać z tekstem, więc niezbędne jest, byś go dostarczył do Pałacu Prezydenckiego. Więc nie marnuj czasu i leć! Im wcześniej oddasz dokument, tym... lepiej. Będziesz mógł na spokojnie kupić żonie jakiś prezent.
Nie zasłużyła.
Ha, ha! To w tej teczce masz konstytucję? Mogę zerknąć?
Nie.
Daj rzucić okiem tylko.
Nie.
Jestem twoim szefem! Rozkazuję ci...
Ale to niemożliwe! Zgubiłem jedną kartkę, tekst jest zatem niepełny.
O... Nie dobrze... Pokaż więc pozostałe.
Ale nie mogę! Tekst nowej konstytucji bez tej kartki jest nic nie wart.
Do diabła! Gdzieś to zgubił, imbecylu!
W dupie!
Każę cię wychłostać i oddać lwom na pożarcie!
Kurwa!
Pokaż pozostałe strony!
Grubas otworzył walizkę. Ku jego zdziwieniu była pusta.
Co to? Żarty se robisz, idioto?
Mówiłem, że zgubiłem...
Ale gdzie reszta?
Była tylko jedna kartka.
Co?
Pstro! Mnie się nie czepiaj. Ja miałem tylko tego gówna pilnować. Kto inny sporządził tekst. Nie jestem odpowiedzialny za to, że ta nowa konstytucja ma tylko jedną stronę!
Ale miałeś tego pilnować, ośle! Idź i masz to znaleźć. Do wieczora prezydent ma zapoznać się z tekstem.
[Nadesłane przez luke]
A tu tekst, który pisałem wczoraj, ale zapewne go nie skończę, bo nie mam na niego pomysłu, nie chce mi się i po prostu mi się on nie podoba:
Brakuje jednej kartki konstytucji. Bardzo ważnej, o ile nie najważniejszej – z przerażeniem spostrzegł T.
Był to niewielkiego wzrostu mężczyzna o jajowatej głowie z łysym czubkiem. Łeb jednak okalały gęste ciemnorude włosy.
Gdzie ja mogłem ją posiać? Kurwa!
T. biegał po mieszkaniu jak opętany. Wszędzie szukał zguby, lecz jego starania nie dawały pozytywnych efektów. Po godzinie spoczął na krześle przy oknie. Łokcie położył na stole. Łapiąc się za głowę patrzył w kwiat na stole.
Zatłuką mnie jak psa. Zgubić najważniejszy dokument w państwie! Ciekawe, jaką śmierć mi przygotują. Wrzucą do kotła z wrzątkiem? Zamknął w celi ze szczurami? Rozetną brzuch i poleją wnętrzności rozgrzanym żelazem?
Mężczyzna wstał, założył płaszcz i kapelusz, po czym wyszedł z mieszkania. Na klatce spotkał panią Leokadię Imbryczek, starszą, korpulentną przodowniczkę pracy.
A dobry panu! Co, spieszymy się, tak? Do robótki? No rzecz święta. A właśnie, pojutrze święta. Masz już pan dla mnie jaki prezent?
Nie, a niby dlaczego miałbym mieć?
Oj nie ładnie!
T. oddalał się bardzo szybko, ale starucha nie miała ochoty kończyć rozmowy.
A w ogóle, to jak cię wychowano, pan, a?! Ja mu życzyła dobrego dnia, a on nic!
Spieprzaj!
Padał śnieg, auta ślizgały się po jezdni, ludzie przewracali na chodniku. T. sam się wywalił na oblodzonej nawierzchni. Prawa ręka zaczęła silnie boleć, nie dał rady wstać, ale ktoś mu pomógł.
Witaj, T.! Trzeba uważać w dzisiejsze dni, ślisko.
Zdążyłem zauważyć, Bernardzie. Dzięki za pomoc.
Zaczekaj. Przecież mogę cię podwieźć do Urzędu. Jadę w tym kierunku.
Dzisiaj wolę się tam nie spieszyć.
Nie spieszyć? W tym pędzie się przewróciłeś!
Pomogłeś mi, a ja ci podziękowałem, a teraz won!
Bernard wzruszył tylko ramionami, po czym się oddalił do samochodu. T. szedł teraz powoli, rozmyślając, gdzie mógł zgubić kartkę z tekstem konstytucji. Nie mógł sobie przypomnieć. Była już prawie ósma, mężczyzna na pewno spóźni się do pracy. Przełożeni nie będą zachwyceni.
Wędrował tak jakiś czas, w końcu stwierdził, że to bez sensu. Wsiadł do autobusu, który miał go zabrać do Urzędu. Było tłoczno, toteż musiał stać. W bolącej ręce trzymał walizkę, drugą złapał za poręcz. Obok niego siedziała śmierdząca cyganka.
Daj pan dwajścia groszów, a ci powróży. Pokaży przyszłość!
Goń się!
Oj nie ładnie, nie ładnie się pan zachowujesz. A ja na cię rzucam klątwę i będziesz smutny od dzisiaj!
Zamknij paszczę, bo wali! Zresztą, za dużo dialogów się już robi.
Za chwilę T. opuścił bus i skierował swe kroki ku Urzędowi.
W budynku odpadał tynk, płytki podłogowe rozpadały się pod każdym stąpnięciem. Ściany barwy bladożółtej przyprawiały o mdłości. Mężczyzna po ciuchu wszedł do swojego biura. Panował tutaj niebiański porządek. Wszystko miało swe miejsce, zresztą w mieszkaniu T. było identycznie. Jak więc w tych warunkach mogło się cokolwiek zgubić? Ten fakt dodatkowo irytował urzędnika. Rzucił walizkę na biurko, za którym usiadł. Do pokoju wtargnął jakiś grubas w granatowym garniturze z wielkimi wąsiskami. Rozejrzał się po pomieszczeniu, uśmiechnął serdecznie i rzekł
Chyba się trochę spóźniłeś. Nie szkodzi. I tak miałem ci przydzielić dzisiaj tylko jedno zadanie. Szczególne zadanie. Do tego nie potrzebne było, żebyś przybył na czas. Jak wiesz, drogi T., w Wigilię prezydent ma uroczyście ogłosić przyjęcie nowej konstytucji. Ba! Ma nawet ją odczytać. Wszystkie stacje telewizyjne i radiowe będą transmitować to wydarzenie. Musi jednak wcześniej się zapoznać z tekstem, więc niezbędne jest, byś go dostarczył do Pałacu Prezydenckiego. Więc nie marnuj czasu i leć! Im wcześniej oddasz dokument, tym... lepiej. Będziesz mógł na spokojnie kupić żonie jakiś prezent.
Nie zasłużyła.
Ha, ha! To w tej teczce masz konstytucję? Mogę zerknąć?
Nie.
Daj rzucić okiem tylko.
Nie.
Jestem twoim szefem! Rozkazuję ci...
Ale to niemożliwe! Zgubiłem jedną kartkę, tekst jest zatem niepełny.
O... Nie dobrze... Pokaż więc pozostałe.
Ale nie mogę! Tekst nowej konstytucji bez tej kartki jest nic nie wart.
Do diabła! Gdzieś to zgubił, imbecylu!
W dupie!
Każę cię wychłostać i oddać lwom na pożarcie!
Kurwa!
Pokaż pozostałe strony!
Grubas otworzył walizkę. Ku jego zdziwieniu była pusta.
Co to? Żarty se robisz, idioto?
Mówiłem, że zgubiłem...
Ale gdzie reszta?
Była tylko jedna kartka.
Co?
Pstro! Mnie się nie czepiaj. Ja miałem tylko tego gówna pilnować. Kto inny sporządził tekst. Nie jestem odpowiedzialny za to, że ta nowa konstytucja ma tylko jedną stronę!
Ale miałeś tego pilnować, ośle! Idź i masz to znaleźć. Do wieczora prezydent ma zapoznać się z tekstem.
[Nadesłane przez luke]
[ luke :: Komentarze: 0 ]
Velkommen!
sobota 12 grudzień 2009 - 21:32:17
Na tej stronie będę m.in. zamieszczał swoje tekst, ale również refleksje na tematy polityczne i takie inne pierdółki ;p
Od razu wrzuciłem swoje opowiadania [4] i zapraszam do ich pobierania i komentowania, no a zwłaszcza do... CZYTANIA ;p
Dostępne są one w dziale "Download".
Od razu wrzuciłem swoje opowiadania [4] i zapraszam do ich pobierania i komentowania, no a zwłaszcza do... CZYTANIA ;p
Dostępne są one w dziale "Download".
[ luke :: Komentarze: 0 ]